Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót
2010-10-04 15:24:43

Motocyklem na Krym

Przygód nie brakowało

Od kilku lat grupa przyjaciół - zapalonych motocyklistów, z Kornelem Korpikiewiczem na czele, wyprawia się na cykliczne eskapady po Europie. Panowie na swoich maszynach "zaliczyli" już Skandynawię i Bałkany, a kilka tygodni temu wrócili z ekstremalnej wyprawy na Krym.

Zdjęcia/załączniki do artykułu:

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik

Kornel, Paweł, Sławek, Tomek, Piotrek, Janusz i Grzesiek znają się od lat. Od lat również pasjonują się motocyklami. Z tej pasji zrodził się pomysł zdobywania Europy na dwóch kółkach. Panowie co roku obierają inny zakątek naszego kontynentu za cel swojej wyprawy. W tym roku padło na Krym.

- Już po powrocie z Bałkanów wiedzieliśmy, że kolejnym miejscem, do którego chcemy dotrzeć, będzie Krym. Wstępnie zaplanowaliśmy wyjazd na końcówkę sierpnia - mówi Kornel.

Plan wypalił. Panowie wyruszyli w nocy z 30 na 31 sierpnia niestety w... strugach ulewnego deszczu. W takich warunkach dojechali do granicy z Ukrainą.

- Na postoju w przydrożnym barze trochę zwątpiliśmy w sens dalszej jazdy. Byliśmy przemoczeni do "suchej nitki", specjalne kombinezony okazały się niewystarczalne - przyznaje Kornel. - Nawet kierowcy TIR-ów, jak dowiedzieli się, że wahamy się, jechać czy nie jechać, patrzyli na nas z niedowierzaniem i radzili, żebyśmy sobie odpuścili. Ostatecznie, decyzją Hajdiego (Piotrek, przyp. red.) "napalonego" na jazdę niezależnie od pogody, pojechaliśmy.

- Po uzbrojeniu się w przeciwdeszczowe worki na śmieci - dodaje ze śmiechem Paweł.

Deszcz towarzyszył im aż do Lwowa. Przemoknięci zatrzymali się w motelu, gdzie podsuszyli ubrania, odpoczęli i nabrali motywacji do dalszej wyprawy. Szczególnie, że następnego dnia pogoda ustabilizowała się.

- Ponieważ aura była już sprzyjająca, mieliśmy nadzieję, że podgonimy trochę. Tymczasem na Ukrainie nie ma co się śpieszyć na drodze. Co kilka kilometrów stoją patrole policji, a panowie z drogówki są wyjątkowo czepialscy - stwierdza Kornel. - Mieliśmy potrójną okazję przekonać się o tym. Ogólnie wszyscy uczciwie zapłaciliśmy mandaty w przeliczeniu na złotówki po 180 zł.

- Jeśli chodzi o ukraińskie drogi, są w fatalnym stanie, jedna wielka mulda - komentuje Paweł. - Samochody jeżdżą strasznie wolno i my po tych policyjnych przejściach musieliśmy w pełni przystosować się przepisowości jazdy.

Przemierzając, na zwolnionym gazie, kilometry monotonnego krajobrazu dotarli przez Winnicę do Niemirowa, gdzie swoją siedzibę ma najznamienitsza na Ukrainie fabryka wódek. Potem dotarli pod bankomat (duża rzadkość na Ukrainie, podobnie jak możliwość płacenia w sklepie kartą kredytową), w pobliżu którego odbywał się zjazd wójtów.

- Zamieniliśmy z nimi kilka słów, po rosyjsku oczywiście, na temat stanu przygotowań do Mundialu. Zapewnili nas, że zdążą ze stadionami - informuje Kornel.

Tuż przed Półwyspem Krymskim motocykliści zatrzymali się na zasłużony odpoczynek w małym pensjonacie.

- Z zewnątrz wyglądał całkiem przyjemnie. Jednak warunki sanitarne były masakralne: dziura w ziemi zamiast sedesu, umywalka na dworze. Żeby z niej skorzystać, trzeba było samemu zasilić ją w wodę. W takich momentach docenia się dobrodziejstwa, z których korzysta się na co dzień bez większych sentymentów - podkreśla Kornel.

Po nocce w ekstremalnych warunkach ruszyli dalej drogą prowadzącą bezpośrednio do Jałty.

- Tym razem czekała nas walka z wiatrem, który ostro dał nam popalić - wspomina Paweł.

Motorowi wojażerowie pod wieczór dotarli do Jałty. Zaatakowani przy Dworcu Głównym przez naganiaczy szybciej znaleźli odpowiednie lokum.

- W Jałcie spędziliśmy trzy dni. Zwiedziliśmy główne atrakcje, z urokliwym zamkiem Jaskółcze Gniazdo na czele - mówi Kornel. - Planując powrót, zaproponowałem, żeby wracać promem z Sewastopolu do Konstanty - jeśli w ogóle taki by był. Okazało się jednak, że nie kursują żadne promy z wyjątkiem osobowego do Stambułu. Pozostała więc droga lądowa. Postanowiliśmy, dla urozmaicenia, że pojedziemy do Rumunii przez Mołdawię.

Jak przyznają panowie, w Mołdawii nie było za ciekawie.

- Przywitało nas dokładne "trzepanie" na granicy. Wszystko, co mieliśmy, musieliśmy spisać i wypełnić protokół. Na granicy spędziliśmy ponad 3 godziny. Musieliśmy dać łapówki po 15 dolarów od osoby, żeby niby szybciej przejechać, co było jawną fikcją - wspomina Kornel. - W podzielonej Mołdawii, pozostającej w stanie wojny domowej, są wewnętrzne granice. Przekraczając jedną z nich, doszło do nieprzyjemnego incydentu. U Tomka znaleźli finkę i aresztowali go. Na szczęście na chwilę. Po jakiejś godzinie siedzenia w kontenerze wojskowym przyszedł i stwierdził, że potrzeba mu 100 euro. Po jakimś czasie pojechaliśmy dalej bez finki i bez 100 euro, najważniejsze, że z Tomkiem. Marzyliśmy, żeby jak najszybciej dojechać do Rumunii. Tam jest bardzo pięknie i spokojnie.

Po wjeździe do Rumunii od razu poczuli, że są w Europie.

- Drogi tam to rewelacja, nie mówiąc już o krajobrazach - podkreśla Paweł.

W Rumunii nie omieszkali "zahaczyć" o ciągnący się na południowy zachód od Gór Ceahlu wąwóz Bicaz. Wyrzeźbiony przez rzekę kanion, otoczony skalnymi ścianami dochodzącymi do 400 m wysokości, ustępuje w Europie tylko francuskiemu wąwozowi Verdon. W najwęższym odcinku ledwie mieści się kręta droga i rzeka...

- Dla kierowcy to jest niesamowite przeżycie. Jedziesz, patrzysz, a po chwili masz zakręt 180 stopni z 11-stopniowym podjazdem... To miejsce dla ludzi z mocnymi nerwami - podkreśla Kornel.

Po rozkoszy, jaką daje podróżowanie rumuńskimi szosami, zapaleni cykliści wjechali na węgierskie drogi, po czym przez Słowację dotarli do Polski.

- Oczywiście, gdy przekraczaliśmy granicę, powitał nas deszcz, który zresztą towarzyszył nam już od połowy Węgier - przyznaje Kornel.

Po 9-dniowej wyprawie z 4 tys. nowych kilometrów na liczniku, pełni niezapomnianych wrażeń i kompletnie przemoczeni powrócili do Ostrowca. Paweł z przebitą oponą...

/K. Fałdrowicz/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 20356 razy,
ostatnio: 2018-10-18 23:14:17

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 197       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij