Wiadomości z Ostrowca Świętokrzyskiego

Powrót
2007-11-19 13:37:58

Aktorstwo to zawód, w którym artystą się bywa..

Ostrowczanka Agnieszka Warchulska o swej drodze do kariery

Kilkadziesiąt osób przybyło do ostrowieckiego kina "Etiuda", by spotkać się i porozmawiać z aktorką filmową i teatralną Agnieszką Warchulską. Ostrowczanka gra jedną z głównych ról w filmie "Wieża, prezentowanym w ubiegłą sobotę w ramach VIII Ostrowieckich Spotkań Filmowych.

Zdjęcia/załączniki do artykułu:

Kliknij na ikonę aby powiększyć załącznik

- Od ponad 10 lat występuje Pani na scenie. Co jest Pani bliższe film czy teatr?

-Wszyscy aktorzy twierdzą, że domem aktora jest teatr i tak rzeczywiście jest. Teatr przez próby, proces pracy nad tekstem daje nam możliwość spotkania się z samym sobą, wypracowywania, dowiadywania się różnych rzeczy na swój temat. Niewielu jest wielkich aktorów filmowych, którzy nie mają zaplecza teatralnego. Najwięksi amerykańscy gwiazdorzy np. Al Pacino, to ludzie, którzy wyrośli z tradycji porządnego teatru i dlatego właśnie są takimi charyzmatycznymi osobowościami na ekranie. Praca przed kamerą z kolei daje taką adrenalinę i umiejętność, a raczej wymaga umiejętności reagowania tu i teraz. Jeśli jest się przygotowanym na bazie teatru, im więcej się wie na swój temat, tym łatwiej jest w pośpiechu reagować na wyzwania, które stawia przed aktorem reżyser, czy zakończyć szybko scenę. Nie ukrywajmy, w polskim biznesie filmowo- telewizyjnym nie mamy zbyt wiele czasu na zrobienie filmu, trzeba się śpieszyć.

-Często gra Pani silne, wyraziste i zdeterminowane kobiety. Ostatnio jednak wystąpiła, jakby wbrew swemu ekranowemu wizerunkowi, w filmie "Teraz ja", gdzie gra Pani zwykłą dziewczynę oraz w "Wieży". Czym kieruje się Pani wybierając role, w jakich się najlepiej czuje?

-Generalnie staram się wybierać takie role, które mi coś dają, w których mogę coś odkryć dla siebie. W przeciwieństwie do innych aktorów, którzy przez cale swe zawodowe życie grają tylko postacie bardzo do siebie podobne, staram się wcielać w różne postacie czy to dramatyczne, czy komediowe.

- Przyjęłaby Pani rolę, w której stanowiłaby tylko piękne tło dla bohatera?

-Nigdy nie brałam ról typowo ozdobnikowych, bo mnie to nie interesowało. Dobrze wyglądam w szpilkach i żakiecie, więc takie propozycje są. Co prawda miło jest być atrakcyjną, ubrać fajną kieckę i usłyszeć od operatora, że się fantastycznie wygląda przed kamerą. Ale gdybym na tym chciała opierać swoje aktorstwo, nie zajechałabym daleko. Przyjmuję tylko role, w których liczy się nie tylko wygląd, ale i jest coś jeszcze ciekawego do zagrania. Jeżeli nie, nie biorę takich ról. Zdecydowałam się zagrać u Anny Jadowskiej w "Teraz ja" bez cienia makijażu na twarzy przy bardzo dużych zbliżeniach. W "Pitbullu" Patryka Vegi gram z rozmazanym makijażem dzieciobójczynię. Teraz w teatrze gram alkoholiczkę, matkę dorastającej córki. Uważam, że aktorki na początku swej drogi filmowej grają tylko amantki, jeżeli w porę nie zmierzą się z innymi rolami, to po prostu gdzieś przepadają.

-Których kobiecych typów najbardziej brakuje Pani dzisiaj na naszych ekranach?

-W polskim kinie brakuje ról dla kobiet i nie jestem w tym twierdzeniu odosobniona. Wchodzę w taki wiek i nie będę tu nikogo kokietować, że jestem za stara na wcielanie się w role lolitek, ozdóbek facetów grających główne role, a za młoda na granie np. zdradzanych przez mężów z młodymi kobietami żon. Mało jest filmów o kobietach samostanowiących o sobie, których problemy wynikałyby z samego faktu, że są ludźmi, a nie z tego, że są czyjąś żoną czy matką. Boimy się opowiadać o kobietach, które mają coś do powiedzenia i nie żyją w tle mężczyzn. Chętnie więc wcieliłabym się w postać Moniki Olejnik lub Janiny Ochojskiej. Choć są bardzo różne osoby, łączy je niezależność w myśleniu i to, że nie poddają się naciskom.

-Powróćmy jeszcze na chwile do filmu "Wieża", co mogłaby Pani powiedzieć o granej przez siebie postaci.

- To jest chwyt reklamowy, że film opowiada o singlach. Sugerowanie się nim bywa mylące. Dla mnie "Wieża" to współczesna opowieść o poszukiwaniu miłości. O mężczyznach, kobietach "zamkniętych w wieży", czekających na miłość, a Ewa, bohaterka, w którą się wcielam, to kobieta, która szuka szczęścia.

- W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że aktorstwo, to zawód w którym artystą się bywa..

- Tak, tak naprawdę jest. W serialu- na planie filmowym robiąc 8 scen, 12 stron tekstu dziennie nie da się stworzyć kreacji. Taki serial posługuje się pewnym uproszczeniem. Jest dosłowny, stawia kropki nad "i", bo taka jest jego swoistość. Tam widz odchodząc od telewizora np. do kuchni by zrobić sobie kanapkę, nie może się pogubić w akcji. Artystą się bywa grając nawet w filmach i teatrze, dlatego, że nie do końca wszystko jest zależne od nas aktorów. To nie jest pisarstwo czy komponowanie muzyki, gdzie człowiek w momencie tworzenia jest sam ze sobą, a następnie poddawane jest pod ocenę widzów, krytyków. My w momencie tworzenia już jesteśmy uwikłani w całą machinę- czyjś tekst, reżyserię, a później montaż. Bardzo często aktorstwo jest odtwórcze, bo taka też jest jego specyfika. Poza tym, to muzyka, czyli jej komponowanie jest najbardziej abstrakcyjną ze sztuk, wymaga największego geniuszu i dla mnie jest najwyższą formą sztuki. Nigdy nie porównałabym nawet największych moich ulubionych aktorów- Ala Pacino i Meryl Streep z Mozartem, czy Beethovenem. To jest zupełnie inna relacja.

- Jest Pani aktorką rozpoznawalną. Czy bycie sławnym przeszkadza w codziennym życiu?

-Nie, ja żyję w miarę normalnie. Po Warszawie poruszam się środkami komunikacji miejskiej i nic się nie takiego nie dzieje, aby mogła mówić, że sława przeszkadza mi w życiu codziennym.

-Jakie są Pani zawodowe marzenia?

- Wiele z marzeń udało mi się już zrealizować np. w swym debiucie w teatrze telewizji mogłam partnerować na równorzędnych prawach Janowi Fryczowi i potem trzykrotnie spotykać się z nim na planie. To było super. Daje poczucie, że marzenia się spełniają i że trzeba walczyć, aby się zrealizowały. Chciałabym też jeszcze kiedyś pracować z Anną Jadowską, Krzysztofem Krauze, bo uważam, że jest to wybitny człowiek i ma w sobie wielką pokorę, której wielu ludziom w tym zawodzie brakuje. Wie, co chce opowiedzieć, ma swoje zdanie, a jednocześnie uczy się i wyciąga wnioski ze swych błędów. Chętnie partnerowałaby również Januszowi Gajosowi, bo jest to aktor formatu, co wielcy hollywoodzcy gwiazdorzy - Robert De Niro, Al Pacino. A tak naprawdę moim marzeniem jest godnie się zestarzeć w tym zawodzie. Nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem. Nie chcę grać ról studentek. Nie ukrywam ile mam lat, mam męża, dziecko, coś przeżyłam i o takich kobietach chce właśnie opowiadać. Problem polega na tym, że nie pisze się takich ról. Chciałabym, aby role, które dostaję postępowały zgodnie z moim doświadczeniem.

- Czyli w programie "Gwiazdy tańczą na lodzie" nie wystąpiłaby Pani?

- Nie. Miałam dwukrotne propozycje wystąpienia w "Tańcu z gwiazdami" oraz "Jak oni śpiewają", ale nie czuje się dobrze w takich programach. Ponadto uważam, że trzeba mieć duże zaparcie i wielki talent, żeby móc śpiewać publicznie.

-W jakich ciekawych rolach i gdzie widzowie mogą podziwiać Pani aktorski kunszt?

- Wróciłam do korzeni, grania w teatrze i nieformalnych grupach. Pracuję dużo nad współczesnymi dramatami, projektami mniej medialnymi. I tak od 8 grudnia zapraszam na premierę sztuki, która ma roboczy tytuł "Wódka" Tadeusza Słobodzianka do Laboratorium Dramatu w Warszawie. Natomiast w styczniu zapraszam do Studio Dramatu przy Teatrze Narodowym na spektakl "Kurz".

-Pochodzi Pani z Ostrowca Św. Proszę odpowiedzieć na pytanie z piosenki "gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom?"

-Z miastem jestem emocjonalnie związana, bo tu się urodziłam. Wprawdzie moi rodzice szybko się wyprowadzili do Gliwic, ale wszystkie święta spędzałam tutaj. Mieszkałam przy ulicy Siennieńskiej. To właśnie w ostrowieckim kinie byłam na pierwszym w swym życiu filmie "Wielka podróż Bolka i Lolka". Z lat młodzieńczych tu spędzonych pamiętam, że kiedy bawiłam się na podwórku, umorusana byłam pyłem węglowym. Była to stara kamienica z piecami, a na zewnątrz kilka komórek z węglem. Stąd też ten brud. Nigdy też nie zapomnę wytwórni oranżady, która znajdowała się w pobliżu domu i tego intensywnego zapachu karmelu i kapslowanej oranżady.

- Dziękuję za rozmowę.

/B. Bronikowska/

Podziel się nim ze znajomymi:

Czytany: 19487 razy,
ostatnio: 2019-05-25 21:34:30

Skomentuj ten artykuł:

Komentarze:

  ~
   
Jeszcze nikt się nie wypowiedział na ten temat.

Powrót

Strona główna  ·  Aktualności  ·  Rozrywka  ·  Turystyka  ·  Komunikacja  ·  Gospodarka  ·  O Ostrowcu  ·  Użytkownicy  ·  Kontakt

Osób online: 257       © 99-2017 MAcSi & Redakcja       Nasze domeny: Ostrowiec Świętokrzyski · Ostrowiec Św. · Naprawa zderzaków

Uwaga! Nasza strona stosuje pliki cookies w celu zapewnienia poprawnego funkcjonowania serwisu i korzystania z naszych usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz te ustawienia zmienić wykorzystyjąc odpowiednie funkcje przeglądarki. Zamknij